Tuesday, April 05, 2011

Out of Africa.

A zatem wrocilam, po zaledwie 24 godzinach w podrozy i przeswietleniu przez polskie sluzby celne (sluzby celne innych narodow nie uwazaly mnie za element przemycajacy kontrabande z krajow zasobnych w zloto, uran i diamenty ale panu w zielonym ubranku moja wysmagana afrykanskim wiatrem aparycja wydala sie najwyrazniej mocno podejrzana). Wrocilam mimo, ze wcale wracac nie chcialam, bo na wakacjach bylo mi najzwyczajniej w swiecie dobrze. W ramach pamiatek z podrozy przywiozlam sobie sznur koralikow z dziwnych nasion (kiedys to biali przywozili koraliki czarnym...), drewniana miseczke oraz nadwage - naprawde nie jestem w stanie powiedziec, ktora pamiatka cieszy mnie najbardziej ;). Ale, cytujac klasyka, "I'll be back" - Afryke wpisuje na pierwszym miejscu listy idealnych wakacyjnych miejsc. Ale ćśśś, nikomu ani slowa, zeby sie po ludziach nie roznioslo, bo fajne bylo to, ze przez przeszlo dwa tygodnie nie spotkalismy tam ani jednego Polaka (wiem, w tym miejscu moj patriotyzm mocno kuleje, ale polskiego turysty nie lubie bardziej niz brukselki i kotletow mielonych razem wzietych).