Monday, July 27, 2009

Ten bez Wizytantek.

Poniedzialek, imieniny obchodza Alfonsyna i Pantaleon. Zapamietac: gdyby kiedykolwiek dane mi bylo wybierac imie dla jakiegos mlodego czlowieka, nie sugerowac sie tym, co mowi iGoogle.

I to wlasciwie wszystko, co chcialabym powiedziec wieczorowa pora. W glowie platanina jakis niewyrazalnych mysli, ktore przepychaja sie krzyczac "mnie wybierz! mnie!" celem odnotowania a jednoczesnie ocalenia dla potomnosci, a tymczasem niemoc ekspresji siega zenitu.

Monday, July 20, 2009

Ten z dwukółką.

Właśnie kiedy miałam wyjść na rower, zerwało się jakieś okropne wietrzysko, które trzaskało wszystkimi oknami a następnie lunął deszcz - dziekuję bardzo. Nie dość, że niewątpliwie ucierpi na tym moja i tak będąca w podłym stanie kondycja, to jeszcze grozi mi śmierć w męczarniach, ponieważ w jakimś szalonym, kompletnie niekontrolowanym odruchu, kupiłam bukiet lilii, który pięknie wygląda na stole, w związku z czym bez regularnego dopływu świeżego powietrza najzwyczajniej nie da się tu żyć. Zapamiętać: nigdy więcej nie dać się skusić myślą, że białe lilie są takie piękne. (Nawiasem mówiąc są też bardzo użyteczne w pracy detektywistycznej - długie żółte smugi na kotku ewidentnie wskazują na to, że znajdując się poza zasięgiem mojego wzroku, ma on w głebokim poważaniu zakazy dotyczące łażenia po stole :) )

Z tym rowerem w tym roku jakoś ciągle mi nie po drodze - a może w końcu zainwestować w błotniki? ;) Albo w odpowiednie towarzystwo? ;)

Saturday, July 18, 2009

Ten z obawą.

Sobota, 18. lipca.
Imieniny obchodzą Arnolf, Unisław i Wespezjan.
Jajka z podwójnym żółtkiem budza we mnie lęk.

Friday, July 17, 2009

Ten sponsorowany przez liczbe 2.

Dwa niespodziewanie wziete dni wolnego, dwa dni tylko dla siebie, dwa dni spedzone na blogim nicnierobieniu, a raczej robieniu tylko tego, co blogie, jak na przyklad lenistwo.
Dwa dni na dbanie o siebie, dwa dni na lokow kręcenie, dwa dni na wybieranie lakieru do paznokci, dwa dni dla mnie. Sekretne dwa dni, bo nikt o nich nie wie :) Dwa dni na podziwianie lilii na stole i roz na balkonie, dwa dni na picie wina i zastanawianie sie czemu jest tak jak jest, a nie zupelnie inaczej. Dwa dni na dokonczenie niedokonczonych ksiazek, dwa dni na mizianie kotka. Dobrze robia takie dwa dni. Zapamietac: dwa dni potrzebne są częściej.

Tuesday, July 14, 2009

Ten z weekendowym zachmurzeniem.

W weekend glownie padalo. Jesli nie padalo, to zbieralo sie na deszcz. Jesli nie padalo ani nie zbieralo sie na deszcz, to bylo zimno. Jesli ani nie padalo, ani nie zbieralo sie na deszcz, ani nie bylo zimno, to gryzly komary. Ale to wszystko nie znaczy, ze narzekam ;)




Ten z cytatem.

"he was the flesh and blood equivalent of a DKNY dress - you know it's not your style, but it's right there so you try it on anyway"

Wiec przymierzam, i sama nie wiem, jak mi w tej sukience. W jakim terminie mozna ja zwrocic? Czy potrzebny jest paragon? Boje sie, ze bede tak przymierzac, i przymierzac, i przegapie moment, kiedy zwrot mozliwy jest bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji. Hm... a moze po prostu czas na zmiane stylu?

Thursday, July 09, 2009

Ten z poczuciem.

Nie wiem czy to pogoda, czy moze calkiem cos innego - faktem jest, ze towarzyszy mi poczucie traconego czasu i przemijajacego lata. I nijak mi sie to nie podoba. I chcialabym byc gdzies indziej, gapic sie w slonce bez okularow nie martwiac sie, ze robia sie od tego zmarszczki, popijac kawe i rum, leniwie przerzucac strone za strona jakiegos opaslego tomiska i nie myslec zupelnie o niczym. A tymczasem zejde na ziemie, poszukam parasola i kaloszy i pojde sobie poszurac :)

Tuesday, July 07, 2009

Ten z powrotem, bez pompy.

Z wena tworcza to jest tak, ze raz jest, raz jej nie ma, czasami zdecydowanie jej za duzo, czasami nie da sie wykrzesac ani iskierki. Chwilowo iskierka mi sie wykrzesala, wiec wracam, zobaczymy na jak dlugo.

Za oknem mocno zmodyfikowana wersja lata, przyjazna tym, ktorzy nijak nie pamietaja o podlewaniu kwiatkow na balkonie - tak, to prawda, podejrzewam, ze brak mi pewnego polaczenia nerwowego w mozgu odpowiedzialnego wlasnie za codzienne dostarczanie wody roslinom. Cale szczescie ze pamietam, ze nalezy karmic kota. Z reszta ostatnio kot karmi sie sam, wszystkimi mozliwymi insektami, ktore wpadaja mi przez okno - miejmy nadzieje, ze dostarczaja mu wszelkich substancji niezbednych do tego, by mogl rozwijac sie zdrowo :)

Z kategorii "do przemyslenia" - jak to jest, ze im czlowiek starszy, a tym samym, ponoc, madrzejszy, tym mniej rozumie mezczyzn i ich absolutnie irracjonalne dzialania?