Właśnie kiedy miałam wyjść na rower, zerwało się jakieś okropne wietrzysko, które trzaskało wszystkimi oknami a następnie lunął deszcz - dziekuję bardzo. Nie dość, że niewątpliwie ucierpi na tym moja i tak będąca w podłym stanie kondycja, to jeszcze grozi mi śmierć w męczarniach, ponieważ w jakimś szalonym, kompletnie niekontrolowanym odruchu, kupiłam bukiet lilii, który pięknie wygląda na stole, w związku z czym bez regularnego dopływu świeżego powietrza najzwyczajniej nie da się tu żyć. Zapamiętać: nigdy więcej nie dać się skusić myślą, że białe lilie są takie piękne. (Nawiasem mówiąc są też bardzo użyteczne w pracy detektywistycznej - długie żółte smugi na kotku ewidentnie wskazują na to, że znajdując się poza zasięgiem mojego wzroku, ma on w głebokim poważaniu zakazy dotyczące łażenia po stole :) )
Z tym rowerem w tym roku jakoś ciągle mi nie po drodze - a może w końcu zainwestować w błotniki? ;) Albo w odpowiednie towarzystwo? ;)
No comments:
Post a Comment