1 listopada. Czy Za Oceanem NADAL pada snieg? Bo szczerze mowiac, jak patrzylam na to, co pokazywala telewizja, to chcialo mi sie plakac. Snieg nie wzbudza we mnie puchatkowosci i milosci do goracej czekolady. Nie lubie goracej czekolady, nie lubie grzanego wina, nienawidze cieplych skarpet i zmarznietych uszu. Swietnie za to odnajduje sie w towarzystwie drinkow z palemka, drinkow
on the rocks i innych takich kiepsko komponujacych sie ze sniegiem.
Snieg jest fajny pod warunkiem, ze jest go umiarkowana ilosc, swieci slonce i jest minimalny mrozik, a takich dni na cala zime bywa kilka.
Musze powiedziec, ze do tej pory samo slowo "listopad" wywolywalo u mnie ataki paniki polaczone z glebokimi stanami depresyjnymi - no jakzez to brzmi dolujaco, "listopad"... Poki co zlota polska jesien zdecydowanie zmienia moje nastawienie w tym temacie, ale to co sie dzieje Za Oceanem budzi gdzies wewnatrz, mimo wszystki, lekki niepokoj. U czorta, skoro cale licho od Nich przychodzi (taka stonka, na przyklad) to kto wie...
Z cmentarnych dialogow:
Stoimy przy grobie Babci. Dzwoni moj telefon, ktory natychmiast wyciszam.
Matka Rodzicielka:
Kto dzwonil?
Ja:
KNK.
MR:
I co chcial?
Ja:
No nie wiem, przeciez nad grobem stoje, to nie bede rozmawiac.
A na Cmentarzu tylko jedna dama w futrze (respect!) i cala masa pieknych zoltych lisci - pogoda splatala lokalnym elegantkom niezlego psikusa...