Thursday, October 21, 2010

Ten z powtorka z rozrywki, czyli demolki ciagiem dalszym.

Zaczynam sie powaznie zastanawiac nad tym, czy remontowanie moze byc uznawane za hobby. Jesli okaze sie ze tak, to bardzo chcialabym poznac osobe, ktora takowe hobby posiada - zrobie jej zdjecie i zaloze galerie osoblisowsci :)

Ulubiona ekipa remontowa powrocila niczym zly sen. Rzadza sie na kwadraciku moim malenkim od wczoraj, a ja co rusz musze oddychac do torebki, zeby ich wszystkich nie pomordowac, poprzedzajac okrutna smierc jeszcze bardziej okrutnymi torturami. 

Powrocili niczym Freddie Kruger w ciemna noc celem zrobienia od nowa tego, co spieprzyli poprzednim razem, czyli celem rozkucia praktycznie kazdej ze scian, ktora oddziela mnie od reszty swiata. Tym razem do kucia przystapili z wyjatkowa determinacja, i skonczylo sie na tym, ze miedzy pomieszczeniem dosc dumnie nazywanym salonem, a  pomieszczeniem mniej dumnie nazywanym przedpokojem pojawil sie przeswit. Gdyby byl w innym miejscu mozna by go uznac za tajne przejscie dla wyjatkowo szczuplego szpiega (ciekawe, czy zmiesci sie w niej kot? Moze lepiej nie bede sprawdzala - glupio byloby miec o polowie kota w kazdym pomieszczeniu, a jesli tak, to ktora w ktorym?).

Dodatkowo dzis sily ekpiy zostaly wzmocnione o dwie rece i zero mozgu. Dwie rece i zero mozgu wykuly ogromna dziure w scianie w kuchni. W sumie nawet nie wiem dlaczego, mozliwe dla zasady, zeby nie bylo, ze kuchnia taka nietknieta i czuje sie z tego powodu niedowartosciowana i niespelniona remontowo? Szkoda tylko ze brak mozgu nie podyktowal dwom rekom tego, zeby sprobowac cokolwiek zakryc folia, w zwiazku z tym cala kuchnia zniknela pod gigantyczna warstwa pylu. Lovely. Juz sie nie moge doczekac sprzatania, ileż to bedzie radosci! iiiii! :)

Ale nie, absolutnie nie zamierzam sie sie denerwowac - bede ZEN, bede kwiatem na tafli jeziora i krolowa angielska w jednym. Posiedze dumnie na zakurzonej sofie i malujac paznokcie pomamrocze pod nosem przeklenstwa.

Monday, October 11, 2010

Ten ze statusem.

Sprawdzmy status na dzien dzisiejszy:

1. nadal kompletnie nie kontroluje uplywu czasu - czy znalazlby sie ktos uprzejmy, kto zahamowalby ta cholerna machine, ktora tyka i tyka w jakims szalonym tempie? Jak tak dalej pojdzie jutro obudze sie pomarszczona i z menopauza!

2. z tym porzadkowaniem, mięciem, cięciem, gięciem i wyrzucaniem to troche sobie pochopnie pozwolilam pofolgowac, kompletnie nie trzymajac sie zasady "nie mow hop poki nie przeskoczysz"

3. mam mocno mieszane uczucia jesli chodzi o jesien - zolte liscie i slonce bardzo na "tak", ale temperatura ponizej 15℃ to juz raczej bardzo na "nie". Poniewaz chwilowo znajduje sie w szerokosci geograficznej serem i czekolada plynacej, ktora rowniez okazujne sie szerokoscia geograficzna odstajaca amplituda temperatur od tej made in Poland, rozwazam, bardzo powaznie, wystapienie o azyl.

4. lenię się. Ot tak, calkiem po prostu.