Ulubiona ekipa remontowa powrocila niczym zly sen. Rzadza sie na kwadraciku moim malenkim od wczoraj, a ja co rusz musze oddychac do torebki, zeby ich wszystkich nie pomordowac, poprzedzajac okrutna smierc jeszcze bardziej okrutnymi torturami.
Powrocili niczym Freddie Kruger w ciemna noc celem zrobienia od nowa tego, co spieprzyli poprzednim razem, czyli celem rozkucia praktycznie kazdej ze scian, ktora oddziela mnie od reszty swiata. Tym razem do kucia przystapili z wyjatkowa determinacja, i skonczylo sie na tym, ze miedzy pomieszczeniem dosc dumnie nazywanym salonem, a pomieszczeniem mniej dumnie nazywanym przedpokojem pojawil sie przeswit. Gdyby byl w innym miejscu mozna by go uznac za tajne przejscie dla wyjatkowo szczuplego szpiega (ciekawe, czy zmiesci sie w niej kot? Moze lepiej nie bede sprawdzala - glupio byloby miec o polowie kota w kazdym pomieszczeniu, a jesli tak, to ktora w ktorym?).
Dodatkowo dzis sily ekpiy zostaly wzmocnione o dwie rece i zero mozgu. Dwie rece i zero mozgu wykuly ogromna dziure w scianie w kuchni. W sumie nawet nie wiem dlaczego, mozliwe dla zasady, zeby nie bylo, ze kuchnia taka nietknieta i czuje sie z tego powodu niedowartosciowana i niespelniona remontowo? Szkoda tylko ze brak mozgu nie podyktowal dwom rekom tego, zeby sprobowac cokolwiek zakryc folia, w zwiazku z tym cala kuchnia zniknela pod gigantyczna warstwa pylu. Lovely. Juz sie nie moge doczekac sprzatania, ileż to bedzie radosci! iiiii! :)
Ale nie, absolutnie nie zamierzam sie sie denerwowac - bede ZEN, bede kwiatem na tafli jeziora i krolowa angielska w jednym. Posiedze dumnie na zakurzonej sofie i malujac paznokcie pomamrocze pod nosem przeklenstwa.