Saturday, August 10, 2013
Tuesday, July 02, 2013
Ten, w którym nie ma, nie ma wody na pustyni...
Wracam dziś wieczorową porą do domu, patrzę, a tam Sąsiad zasuwa od beczkowozu targając dwa wielkie wiadra wody i krzycząc "Masz wiadro? To Ci wodę przyniosę!". Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co zmieniło się we wszechświecie tak drastycznie od rana, że Sąsiad postanowił przekwalifikować się na nosiwodę i czemu miałabym mieć wodę w wiadrze a nie w kranie, kiedy to Ochroniarz uraczył mnie sensacyjką dnia traktującą o pękniętej rurze i o tym, jak to wszyscy umrzemy w brudzie (oprócz Ochroniarza, który po swojej warcie wróci do cywilizowanych warunków w domku pod Miastem).
Chwilę później natknęłam się na drugiego sąsiada, którego skrycie podejrzewam o bycie psychopatycznym mordercą (teraz to już nie jest takie skryte...) jako że podejrzanie się skrada i maluje dziwne znaki nad drzwiami, który z wiadrami robił już kolejną rundkę, a jako że beczkowóz stoi pod moim oknem, widziałam tych rundek jeszcze kilka - czy naprawdę postanowił urządzić sobie kąpiel w zimnej pianie z okazji pękniętej rury? No bo po co człowiekowi w liczbie sztuk jeden tyle wody??? To jednak potwierdza słuszność moich podjerzeń - musi miał dużo do SPRZĄTANIA. Na MOKRO. Aha!
Dramaty ludzkie - dramatami ludzkimi, ale największą traumę przeżyła Kot, kiedy okazało się, że wypiła już całą wodę z kranu i więcej nie poleci... Na nic miauczenie do kurków - nie poleciała ani kropelka... Już rozważałam posadzenie Kota przy beczkowozie i puszczenie wody ciurkiem, tak jak lubi, ale na szczęście okazało się, że przechytrzyliśmy system i sytuację uratowało wstawienie miski z wodą do wanny :)
Teraz rozkoszujemy się dniem dziecka i herbatą z Cisowianki, a na rano pozostawiam sobie dylemat "Czy można pójść do biura w słomianym kowbojskim kapeluszu i co gorsze - przechodzona koifiura czy ekstrawaganckie nakrycie głowy?".
Chwilę później natknęłam się na drugiego sąsiada, którego skrycie podejrzewam o bycie psychopatycznym mordercą (teraz to już nie jest takie skryte...) jako że podejrzanie się skrada i maluje dziwne znaki nad drzwiami, który z wiadrami robił już kolejną rundkę, a jako że beczkowóz stoi pod moim oknem, widziałam tych rundek jeszcze kilka - czy naprawdę postanowił urządzić sobie kąpiel w zimnej pianie z okazji pękniętej rury? No bo po co człowiekowi w liczbie sztuk jeden tyle wody??? To jednak potwierdza słuszność moich podjerzeń - musi miał dużo do SPRZĄTANIA. Na MOKRO. Aha!
Dramaty ludzkie - dramatami ludzkimi, ale największą traumę przeżyła Kot, kiedy okazało się, że wypiła już całą wodę z kranu i więcej nie poleci... Na nic miauczenie do kurków - nie poleciała ani kropelka... Już rozważałam posadzenie Kota przy beczkowozie i puszczenie wody ciurkiem, tak jak lubi, ale na szczęście okazało się, że przechytrzyliśmy system i sytuację uratowało wstawienie miski z wodą do wanny :)
Teraz rozkoszujemy się dniem dziecka i herbatą z Cisowianki, a na rano pozostawiam sobie dylemat "Czy można pójść do biura w słomianym kowbojskim kapeluszu i co gorsze - przechodzona koifiura czy ekstrawaganckie nakrycie głowy?".
Monday, July 01, 2013
Ten, w którym pojawia się smooth criminal.
Stało się - piekło niechybnie zamarzło, Ameryka się o mnie upomniała. Musiałam zrobić sobie zdjęcie, na którym wyglądam jak kryminalista poszukiwany przez interpol a wyjątkowo parszywe postępki oraz odpowiedzieć na zestaw podchwytliwych pytań, z których najbardziej zbiło mnie z pantałyku to, o... datę rozwodu. Olaboga, przecież nawet nie mam na to odpowiedniego kwita - Ameryka odrzuci mnie nie za prostytucję czy handel dziećmi, ale za dziury w pamięci i nieogarnięcie w papierach! W panice zwróciłam się do Homara, który, jak się okazało pamięć ma równie wybiórczą jak ja, ale na szczęście Nowa Pani Homarowa trzyma w archiwach oficjalne potwierdzenie tego, że Homar bigamistą nie jest - chwała jej za to :) Swoją drogą, na miejscu Homara zainteresowałabym się tym, co jeszcze na niego ma ;)
W części podróży towarzyszył mi będzie Pepe, który obwołał się samozwańczym KaOwcem i w pełni poświęca się planowaniu, planowaniu oraz planowaniu. Zaplanował już hotel, w którym zdecydowaliśmy jednak nie udawać, że jesteśmy nowożeńcami, bo mogłoby to przerosnąć nasze talenty mistyfikacyjne; imprezę, na którą żeby iść musiałabym przestać jeść dwa miesiące temu i obstrzyknąć sie silikonem w górnych partiach (nie mówiąc o tym, że w moim wieku nie chodzi się już na imprezy w SAMYCH majtkach) oraz zamach na moje życie, bo jak inaczej może skończyć się wsadzenie mnie do rollercoastera jak nie tym, że umrę ze strachu? Chyba jednak nie jestem gotowa na Amerykę. A czy Ameryka gotowa jest na mnie?
W części podróży towarzyszył mi będzie Pepe, który obwołał się samozwańczym KaOwcem i w pełni poświęca się planowaniu, planowaniu oraz planowaniu. Zaplanował już hotel, w którym zdecydowaliśmy jednak nie udawać, że jesteśmy nowożeńcami, bo mogłoby to przerosnąć nasze talenty mistyfikacyjne; imprezę, na którą żeby iść musiałabym przestać jeść dwa miesiące temu i obstrzyknąć sie silikonem w górnych partiach (nie mówiąc o tym, że w moim wieku nie chodzi się już na imprezy w SAMYCH majtkach) oraz zamach na moje życie, bo jak inaczej może skończyć się wsadzenie mnie do rollercoastera jak nie tym, że umrę ze strachu? Chyba jednak nie jestem gotowa na Amerykę. A czy Ameryka gotowa jest na mnie?
Tuesday, February 26, 2013
Ten, w którym nikt nie robi nikogo w balona.
Siedziałam na lotnisku, czekałam aż Jubilatka wróci zza Oceanu i testowałam nowe możliwości w zakresie widzenia świata nabyte wraz z pierwszymi w życiu okularami, kiedy pewien starszy pan czytający obok mnie gazetę podniósł wzrok do góry, zamyślił się i ze stoickim spokojem skwitował "Fajne ma pani balony" a następnie szatańsko zachichotał. Jest jeszcze duch w narodzie :)
Sunday, February 24, 2013
Ten, w którym nadal nic się nie dzieje, i w którym nikt nic nie musi.
Ponieważ w niedziele bywam Marthą Stewart, wzięłam się za lepienie ruskich i jak tak lepiłam coś mnie tknęło, żeby rzucić okiem na blogaska a tu tak żenujący brak akcji, że zdecydowanie lepiej pasowałyby leniwe ;)
Poza blogiem też brak akcji - pojechałam na wakacje, tym razem bez spraju na lwy, w tempie ekspresowym znienawidziłam i zmieniłam pracę, wyrzeźbiłam Żurawiowi statuetkę z ziemniaka dla największego rozczarowania minionego roku i od stycznia popadłam w stan błogiego nicniemuszenia. I szczerze? Aż chciałoby się coś musieć ;)
Subscribe to:
Posts (Atom)

