Tuesday, February 22, 2011

Ten bez chorób wieku dziecięcego. No, nie tak do końca...

Ospa ustępuje. Właściwie to całkowicie się wycofała, pozostawiając po sobie krajobraz jak po bitwie. Nie przeszkadza mi to jednak uprawiać szeroko zakrojonej lanserki na pierwszą chorą Rzeczpospolitej (halooo, ile z was w wieku powyzej trzydziestki moze poszczycic sie ospą?) w związku z czym unikam kontaktu ze światem zewnętrznym. Tak naprawdę to zamierzam przetrwać na zwolnieniu kolejny atak zimy - odmawiam funkcjonowania w temperaturach poniżej zera. Tyle, że akurat kiepsko się składa, bo dziś muszę pojechać z Kotem na wyjęcie niebieskiej nitki z brzucha - w sumie to ani Kotu ani mi ta niebieska nitka nie przeszkadza, a nawet dość wyjściowo do koloru oczu Kotu pasuje, ale kazali wyjąć, to wyjmę... Mam tylko nadzieję, że nic się z Kota przy okazji nie wysypie.

Ponieważ, jak już wspomniałam, mróz interesuje mnie tylko za oknem, zmuszona byłam przygotowac obiad z produktow dostępnych w lodówce. Na szczęście nie skończyło się na musztardzie i stęchłym kawałku sera (co w sumie można byłoby podciągnąć pod Dietę Cud) - znalazlam sznycel krowi, tyle że z krowy, która chyba była już na ostatniej prostej do świętosci, kiedy niespodziewanie ją ubili. Myślę teraz, że gdybym usmażyla dobrze przyprawioną podeszwę ze swojego conversa, smakowałaby dość podobnie. To by w sumie było na tyle, jeśli chodzi o pyszną wołowinkę dostępną w Mieście Stołecznym - mam wrażenie, że wszystkie fajniejsze krowy albo zostały już zjedzone, albo przekwalifikowały się na mleczne. Oprócz wiekowej krowy kuchnia serwowała warzywa, ale warzywa akurat były ok, tyle że nie mogę jesc samych warzyw, gdyz jak już wspominalam od warzyw tyję, a to nie jest pożądany efekt uboczny.Oj tam, pocieszę się winem, na deser :)

Sunday, February 20, 2011

Ten z chorobami wieku dzieciecego - dzien 7.

W Dniu Siódmym jestem jakby mniej kostropata. Jakby. Ale niewiele. Nie walczę też z potrzebą drapania się w najbardziej zaskakujących momentach i miejscach. Unikam luster i gładkich powierzchni, w których mogłabym zobaczyć swoje odbicie - obawiam się efektu bazyliszka, a nie chciałabym wylądować w nagłówkach tabloidów jako "Kobieta po trzydziestce, którą zabiło własne odbicie w lustrze". Na pocieszenie pomalowałam paznokcie oraz usiłowałam pomalować rzęsy, ale okazuje się, że ospa nie oszczędza nawet powiek - no comments. Spędzam wieczór pijąc wino i oglądając "Sex & The City" - mam potrzebę oglądania atrakcyjnych ludzi. Oglądałam też jakiś film z Zetą i, olaboga, pomyślałam, że jak juz dorosnę, chcę wyglądać tak jak ona :) - starzeję się, Zeta nigdy mi się nie podobała. Jak dorosnę chciałabym też być jedną z tych kobiet, które ZAWSZE wyglądają, jakby właśnie wyszły spod prysznica, świeżo ułożyły włosy,nic im się nie gniecie i zawsze ładnie pachną. Jedną z tych kobiet w towarzystwie których czuję się jak coś, co wykasłał Kot. Z resztą, biorąc pod uwagę fakt, jak Kot potrafi obłazić, bardzo często dokładnie tak wyglądam ;) Hm... może powinnam zmierzyć gorączkę? 



Thursday, February 17, 2011

Ten z chorobami wieku dzieciecego.

Z serii "Choroby Zakazne Wieku Dzieciecego" doczekalam sie ospy. Oklaski! Kurtyna!

(Uprzedzajac wszelkie watpliwosci spieszę donieść, że nie mam ośmiu lat, zdartych kolan i braków w uzębieniu.)

Piccolo Direttore skwitował mojego maila obwieszczającego niezdolność do pracy stwierdzeniem "you always looked so young".

KNK podekscytował się bardzo faktem, że będzie mógł opowiedzieć w Fabryce, że jego dziewczyna ma ospę i że się spóźnił, bo musiał zawieźć zwolnienie do szkoły :)

Pani Doktor próbowała naprowadzić mnie na trop osoby, która mnie zaraziła. Stanęło na małej ślicznej dziewczynce w kropki, którą spotkałam jakiś czas temu u lekarza, i której mi tak szkoda było, przez te kropki. Mam nadzieję, że swędziało ją bardziej niż mnie. I że z racji młodego wieku NIE dostała psychotropów mających ulżyć jej w cierpieniu (peace! kocham cały świat! oczywiście pod warunkiem, że napiję się syropku ;))

Leżę i swędzę. I myślę jakie jeszcze choroby mnie czekają. W sumie w dzieciństwie chorowałam tylko na świnkę, więc na stare lata mam dość bogate pole do popisu :) Oraz myślę, że skoro w wieku lat trzydziestu ekhm kilku dorobiłam się ospy, to aż strach się bać, kiedy dopadnie mnie trądzik młodzieńczy.

A tymczasem korzystając z mnogości wolnego czasu uzupełnię braki w lekturach szkolnych i pooglądam programy edukacyjne, może puszczą Pi i Sigmę (nigdy nie lubiłam Sigmy).