Sunday, September 18, 2011

Ten z względnością.

Nie wiem zupełnie co się z tym czasem dzieje - wpadłam chyba w jakąś dziurę w czasoprzestrzeni.  Ewentualnie zupełnie nieświadomie wykonuję eksperyment mający na celu udowodnienie mi, że czas jest względny. Tylko po co? Wierzę mądrym książkom na słowo, darujmy sobie te sztuczki.
Medalowo przepieprzyłam sobotę - ledwie wstałam a już była 23:32, a z całego dnia pamiętałam jedynie tyle, że półtorej godziny czytałam książkę w wannie i że byłam w spożywczym. Dziś wcale nie było lepiej - no halooo. Przez chwilę zapragnęłam nawet być kobietą zaplanowaną i zorganizowaną, ale szybko mi przeszło - myślę, że moja zwichrowana psychika mogłaby tego nie udźwignąć.
Siedzę i czytam lekko przeterminowane gazety, których stos uzbierał mi się na nocnym stoliku - okazuje się, że w ciągu ostatnich lat przybyło nam 536 toalet publicznych. Zastanowię się później co zrobić z tą wiedzą, póki co mogę jedynie być dumna, że rośnie nam ojczyzna w siłę. I że jest gdzie pognać w potrzebie.

PS. I drastycznie spadło pogłowie koni. Jak tak dalej pójdzie, nie każdy będzie widział, jaki jest koń.

Friday, September 16, 2011

Ten w którym jestem, po tym jak mnie nie było.

No dobra, dość tego - ile można?

Postanowiłam odciąć się od świata i pożeglowałam ze Starym Borsukiem w siną dal. Stary Borsuk, zupełnie nie wiadomo czemu, tłumaczył wszystkim napotkanym żeglarzom, że jestem jego córką - nigdy nie zrozumiem Borsuka :) Jak tak żeglowałam, to zdarzało się, że wyciągałam na pokład Zorkę Pięć:




Nie śmieć. Nie rycz. Nie sraj. Kochaj Mazury.



<3 jesień.



Po powrocie postanowiłam wziąć byka za rogi.
Po pierwsze wymeldowałam KNK. Słuszna to decyzja, nawet jeśli nie czuję się z nią komfortowo.
Na chwilę obecną planuję zestarzeć się z Kotem.
Umówiłam się do dentysty.
Niechcący dostałam pracę. Fajną. W Düsseldorfie. Niefajnie.
Dostałam też zestaw na poprawę humoru:


Za pomocą rzeczonego zestawu poprawiam sobie właśnie wcale nie taki najgorszy humor. Oraz za pomocą Chianti Classico i parówek. Nie lubię parówek. Podobnie zresztą jak brukselki i kotletów mielonych.

Friday, September 02, 2011

Ten ze stopniowaniem.

Zdarza się czasem tak, że jest źle. Bywa gorzej. Czasem najgorzej. Albo po prostu, całkiem zwyczajnie kiepsko. I w ogóle do bani.