Monday, November 29, 2010

Ten z cudownym eliksirem.

Siedze w pracy, macham nóżką i nic mi się nie chce. A najbardziej ze wszystkiego nie chce mi się wędrować do domu, przez łąki i pola - im częściej wyglądam przez okno, tym bardziej mi się nie chce. Właściwie to postanowiłam zabarykadować się przy biurku i przeczekać do najbliższych roztopów - Sieć donosi, że to jakoś w połowie przyszłego tygodnia, jakoś przeżyje.

A pomysleć, że nie dalej jak w sobotę leniwie fruwajace wielkie płatki śniegu wprawiły mnie w taka euforię, że pognalam na Weihnachtsmarkt* celem zbadania zawartości cukru w cukrze i grzańca w grzańcu. Ba, było tak ładnie, że autentycznie cieszyłam się z zimy - teraz zastanawiam się, czy nie był to efekt wypicia przed wyjściem z domu zbyt dużej ilości ajerkoniaku :)

Jak powszechnie wiadomo, do wyprodukowania ajerkoniaku (produktów gotowych nie uznaję) potrzebny jest alkohol wysokoprocentowy. Uznałam jednak, że nabywanie ćwiartki wódki (chciałam dość skromnie podejść do tej produkcji, żeby pamiętać cokolwiek z weekendu) godzi w image Damy, postanowiłam zatem obarczyć tym obowiązkiem KNK, który natychmiast odpisał "i to jest prawdziwa kobieta ! wysyla faceta po wódę a nie po jakieś tam cukinie" (do zapamiętania: nigdy nie wysyłać KNK po dyniowate - w okolicach początku listopada niemalże nabył 13-kilogramową dynię na zupę! Co można zerobić z taką ilością zupy? Przesłać ją do krajów Trzeciego Świata?). Niedługo poźniej pojawił się w mych skromnych progach z butelką w ręku i poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku i tak oto powstał eliksir na polepszenie pogody :)

To może jednak wrócę do domu?




* proszę o wybaczenie, ale mój umysł nijak nie przyjmuje do wiadomości faktu istnienia czegoś takiego jak "Jarmark Bożonarodzeniowy"

Wednesday, November 10, 2010

Ten z okiem.

Dzis o remoncie nie powiem nic - ER porusza sie w takim tempie, ze przestalam ich obserwowac w obawie, ze usne.

Kot bardzo chciala pomagac ("Jak dorosne zostane Bobem Budowniczym") ale uznalam, ze maczanie ogona, nosa i calej reszty Kota w roznokolorowej farbie jest dosc nietrafionym pomyslem, w zwiazku z czym zemscila sie wbijajac mi pazur pod oko - lovely. Teraz obrazona spi ostentacyjnie odwrocona kudlata dupa do Panci, a ja z przerazeniem biegam do lustra celem kontrolowania rozwoju sytuacji pod okiem - mam nadzieje, ze nie pojawi mi sie tam pelna paleta odcieni fioletu, bo glupio isc do opery z podbitym okiem ;) No, chyba ze z torebki bedzie mi wystawala niedopita butelka wina, poleci mi oczko w rajstopie i dostane czkawki - wtedy podbite oko nikogo nie zdziwi ;)

Monday, November 08, 2010

Ten z remontem, czyli nic nowego.

Z cyklu Żenujacy Żart Prowadzacego - Remont.

Niezmiennie, kiedy widze w swoich drzwiach radosna Ekipe Remontowa (kazdorazowo w innym skladzie) łzy naplywaja mi do oczu. I nie sa to bynajmniej łzy wzruszenia, chociaz niedlugo pewnie tak sie z nimi zżyje, że zaczne tesknic w przypadku dluzszej rozlaki. A moment rozłąki zbliza sie wielkimi krokami - przyznam, iż niesmialo i skrycie śmiem podejrzewac, ze jestesmy blisko konca - w srode malowanie i... baj, baj, maszkaro! I naprawde, nie przyjmuje do wiadomosci kolejnego pekniecia sciany, jakie wytropilam pare dni temu... Nie, nie, nie - zamierzam udawac, że go tu nie mam nawet jak odpadnie mi kawal tynku na sofe i przygniecie kota.

Zaczynam sie obawiać, że jak ciagle bede znajdowac nowe usterki do usuniecia, to zanim remont ostatecznie sie zakonczy, zdaze wyjsc za Kandydata Na Kandydata, przeprowadzic sie z nim do domu pod Ciechanowem oraz urodzic mu trojke dzieci. Ok, przepraszam, zagalopowalam sie z ta wizja tak, ze sama sie szczerze ubawilam.