Thursday, July 29, 2010
Ten, w ktorym demolka continues.
W naiwnosci mej, jak sie okazuje bezgranicznej, wierzylam, ze demolka zajmie Super Ekipie 2 dni. Nawet nie chce mi sie komentowac... jest 14:31, Super Ekipa gdzies sie rozlazla (z wyjatkowa pieczolowitoscia pilnuja przerw) a skonczony jest tylko przedpokoj... Ide w rozpaczy polac sie farba. Hm... jaki kolor wybrac?
Wednesday, July 28, 2010
Ten z niespodziewana demolka.
Powoli otrzasam sie z wrazenia, jakie wywarla na mnie brawurowa akcja odbicia tuszy kurczaka z rak przebieglego porywacza, tym bardziej, ze chwilowo temat pozywienia jest mi dosc obcy - zupelnie niechcacy przeszlam na diete cud. Celem przeprowadzenia diety cud nalezy zakontraktowac ekipe remontowa, ktora jednoczesnie rozdlubie wszystkie sciany w mieszkaniu, znoszac wiekszosc umeblowania do kuchni i tym samym skutecznie blokujac dostep do pozywienia i wszelkich kuchennych utensyliow, wlaczajac w to czajnik. Nie jest jednak tragicznie - udaje mi sie lekko uchylic lodowke, w zwiazku z czym moge na przyklad popatrzec sobie na krewetki ze szpinakiem, ktorych nie zdazylam zjesc wczoraj, i ktorych na bank nie zjem dzisiaj :)
Musze przyznac, ze fakt dosc niespodziewanego nalotu ekipy remontowej powaznie mnie zmartwil - liczylam, ze sciana laczaca moje mieszkanie z opustoszalym mieszkaniem Sasiadki peknie jeszcze w kilku miejscach, co pozwoli na unicestwienie jej dyskretnym kopniaczkiem i podstepne przejecie lokalu obok. Drugim etapem przejecia mialo byc zamurowanie drzwi wejsciowych do owego lokalu (po co komu dwa wejscia do jednego mieszkania?) i udawanie, ze nigdy ich tam nie bylo, a na tych przeszlo 100 metrach mieszkam juz kolejny rok :) Ale niestety, nici ze snow o metrazowej potedze, przynajmniej przez jakis jeszcze czas.
Najbardziej z wizyty murarzy cieszy sie Kot. Kotspedza caly dzien siedzac i bacznie obserwujac ich poczynania - mysle, ze jak dorosnie chcialaby byc Bobem Budowniczym. Moze rozsadnym byloby nabycie dla niej malego zoltego kasku?
A teraz, z nadzieja, ze jutro dane juz bedzie mi zapomniec o wszechogarniajacym chaosie (oraz o diecie cud, gdyz wyjatkowo odporna jestem na diety) oddale sie na spoczynek - mam teraz dosc fancy sypialnie, z wielkim lozkiem po srodku, ktore az sie prosi zeby dookola niego sie poganiac, szkoda tylko ze do ganiania mam tylko Boba Budowniczego :)
Musze przyznac, ze fakt dosc niespodziewanego nalotu ekipy remontowej powaznie mnie zmartwil - liczylam, ze sciana laczaca moje mieszkanie z opustoszalym mieszkaniem Sasiadki peknie jeszcze w kilku miejscach, co pozwoli na unicestwienie jej dyskretnym kopniaczkiem i podstepne przejecie lokalu obok. Drugim etapem przejecia mialo byc zamurowanie drzwi wejsciowych do owego lokalu (po co komu dwa wejscia do jednego mieszkania?) i udawanie, ze nigdy ich tam nie bylo, a na tych przeszlo 100 metrach mieszkam juz kolejny rok :) Ale niestety, nici ze snow o metrazowej potedze, przynajmniej przez jakis jeszcze czas.
Najbardziej z wizyty murarzy cieszy sie Kot. Kotspedza caly dzien siedzac i bacznie obserwujac ich poczynania - mysle, ze jak dorosnie chcialaby byc Bobem Budowniczym. Moze rozsadnym byloby nabycie dla niej malego zoltego kasku?
A teraz, z nadzieja, ze jutro dane juz bedzie mi zapomniec o wszechogarniajacym chaosie (oraz o diecie cud, gdyz wyjatkowo odporna jestem na diety) oddale sie na spoczynek - mam teraz dosc fancy sypialnie, z wielkim lozkiem po srodku, ktore az sie prosi zeby dookola niego sie poganiac, szkoda tylko ze do ganiania mam tylko Boba Budowniczego :)
Tuesday, July 27, 2010
Ten z dreszczykiem.
Miala byc bajeczka, ale chwilowo zostalam porazona doniesieniami Gazety Wyborczej i nijak nie jestem w stanie zebrac mysli:
"Tylko kilka minut cieszył się złodziej, który ze sklepu mięsnego w Zelowie porwał świeżutkiego kurczaka. Policjanci odzyskali drób, zanim ten trafił do garnka.
54-letni mężczyzna poprosił w mięsnym sklepie w Zelowie świeżego kurczaka za kilkanaście złotych. Gdy tylko sprzedawczyni zapakowała ptaka w torbę, złodziej wybiegł ze zdobyczą ze sklepu. Sprzedawczyni natychmiast powiadomiła policjantów, a ci skojarzyli podany rysopis ze znanym im amatorem drobiu. W pobliskiej wsi Bachorzyn funkcjonariusze wkroczyli do domu "porywacza". Właśnie wyjmował kurczaka spod kurtki. Odzyskany kurczak wrócił do sklepu, a 54-latek dostał mandat - dwieście złotych. "
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
To musiala byc naprawde brawurowa akcja, w koncu odbicie swiezego drobiu z rak 54-letniego porywacza to nie bulka z maslem, tego nie mogl dokonac byle dzielnicowy. Uwazam jednakowoz, ze brak tu chocby wzmianki o dalszych losach kurczaka - wrócil do sklepu (jak? radiowozem? na sygnale? w chlodni?) i co dalej? Rosol czy faszerowane udka?
Monday, July 26, 2010
Ten dopiero co.
Zgubilam sie. Serio. Serio serio. Dopiero co byl maj. Co wiecej - dopiero co byl sylwester! O, albo jeszcze lepiej - dopiero co bylam piekna i mloda a cellulit znalam z opowiesci a nie z bezposredniego kontaktu oko w oko, a raczej oko w tylek. A tu juz lada chwila znowu bedzie sylwester - jesli trzeci raz z rzedu dane mi bedzie wejsc w kontakt z tapczanem "Maciek" oswiadczam, ze sie wprowadze do jego wlascicieli i bede na nim sypiac codziennie :D
Dopiero co mialam chlopaka, potem go nie mialam, a teraz mam znowu, chociaz mam wrazenie, ze jednak ja bardziej jestem jego dziewczyna niz on moim chlopakiem, co obawiam sie niekoniecznie rokuje na przyszlosc happily ever after. No, ale poniewaz mam powazne problemy z odnalezieniem sie w czasoprzestrzeni (bardziej jednak w czasie niz przestrzeni, przestrzen jednak udaje mi sie lekko kontrolowac) wiec ever after wydaje sie byc jakims mocno mglistym i mocno odleglym okresleniem.
Tak wiec dzis, poniewaz jest poniedzialek, i poniewaz pada deszcz, przez co nie musze martwic sie podlewaniem gąszczu na balkonie, postanawiam przylozyc sie do odnalezienia sie w czasie. I do ogarniecia przestrzeni. Jak tylko mi sie to uda wroce, i opowiem wam dzieci bajeczke. Albo nawet dwie :)
Dopiero co mialam chlopaka, potem go nie mialam, a teraz mam znowu, chociaz mam wrazenie, ze jednak ja bardziej jestem jego dziewczyna niz on moim chlopakiem, co obawiam sie niekoniecznie rokuje na przyszlosc happily ever after. No, ale poniewaz mam powazne problemy z odnalezieniem sie w czasoprzestrzeni (bardziej jednak w czasie niz przestrzeni, przestrzen jednak udaje mi sie lekko kontrolowac) wiec ever after wydaje sie byc jakims mocno mglistym i mocno odleglym okresleniem.
Tak wiec dzis, poniewaz jest poniedzialek, i poniewaz pada deszcz, przez co nie musze martwic sie podlewaniem gąszczu na balkonie, postanawiam przylozyc sie do odnalezienia sie w czasie. I do ogarniecia przestrzeni. Jak tylko mi sie to uda wroce, i opowiem wam dzieci bajeczke. Albo nawet dwie :)
Subscribe to:
Posts (Atom)