Miala byc bajeczka, ale chwilowo zostalam porazona doniesieniami Gazety Wyborczej i nijak nie jestem w stanie zebrac mysli:
"Tylko kilka minut cieszył się złodziej, który ze sklepu mięsnego w Zelowie porwał świeżutkiego kurczaka. Policjanci odzyskali drób, zanim ten trafił do garnka.
54-letni mężczyzna poprosił w mięsnym sklepie w Zelowie świeżego kurczaka za kilkanaście złotych. Gdy tylko sprzedawczyni zapakowała ptaka w torbę, złodziej wybiegł ze zdobyczą ze sklepu. Sprzedawczyni natychmiast powiadomiła policjantów, a ci skojarzyli podany rysopis ze znanym im amatorem drobiu. W pobliskiej wsi Bachorzyn funkcjonariusze wkroczyli do domu "porywacza". Właśnie wyjmował kurczaka spod kurtki. Odzyskany kurczak wrócił do sklepu, a 54-latek dostał mandat - dwieście złotych. "
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
To musiala byc naprawde brawurowa akcja, w koncu odbicie swiezego drobiu z rak 54-letniego porywacza to nie bulka z maslem, tego nie mogl dokonac byle dzielnicowy. Uwazam jednakowoz, ze brak tu chocby wzmianki o dalszych losach kurczaka - wrócil do sklepu (jak? radiowozem? na sygnale? w chlodni?) i co dalej? Rosol czy faszerowane udka?
sezon ogórkowy rzucił się komuś na mózg :)))))
ReplyDeletejesli chodzi o ogorki, to chyba na zoladek ;)))
ReplyDelete