Otóż Żuraw (znacie fraszkę o Żurawiu i Czapli? No, to już wiadomo czemu Żuraw jest Żurawiem. Jest też Czaplą, ale to trochę skomplikowana historia - oprócz bycia Żurawiem i Czaplą w jednym jest też Dr Jekyllem i Mr. Hyde'm. Ja w tej historii jestem sobą, a przynajmniej taką mam nadzieje ;)). A zatem - Żuraw. Nie widzieliśmy się jakieś 2 tygodnie. Niewiele się kontaktowaliśmy. Cisza w eterze zaczęła trochę dzwonić w uszach, więc zagaiłam zupełnie niewinnie "Co słychać ?" i takie tam. Skoro zagaiłam, dostałam też odpowiedź. " Cooler today. Has been too hot... lots of work to do which means sweating like a pig at my desk. :) ". Eeee.... Kurtyna?
"A rose is blue and violet's red, say it isn't true, don't tell me romance is dead"
W sumie to nie powinnam narzekać - w końcu dostałam dość wyczerpującą odpowiedź na moje pytanie. Hm... może jednak powinnam zrealizować plan awaryjny i zamiast wiązać się z mężczyzną zainwestować w drugiego kota i skupić się na przeopczwarzaniu się w weird cat lady zaczytującą się tanimi romansami?