Z cyklu Żenujacy Żart Prowadzacego - Remont.
Niezmiennie, kiedy widze w swoich drzwiach radosna Ekipe Remontowa (kazdorazowo w innym skladzie) łzy naplywaja mi do oczu. I nie sa to bynajmniej łzy wzruszenia, chociaz niedlugo pewnie tak sie z nimi zżyje, że zaczne tesknic w przypadku dluzszej rozlaki. A moment rozłąki zbliza sie wielkimi krokami - przyznam, iż niesmialo i skrycie śmiem podejrzewac, ze jestesmy blisko konca - w srode malowanie i... baj, baj, maszkaro! I naprawde, nie przyjmuje do wiadomosci kolejnego pekniecia sciany, jakie wytropilam pare dni temu... Nie, nie, nie - zamierzam udawac, że go tu nie mam nawet jak odpadnie mi kawal tynku na sofe i przygniecie kota.
Zaczynam sie obawiać, że jak ciagle bede znajdowac nowe usterki do usuniecia, to zanim remont ostatecznie sie zakonczy, zdaze wyjsc za Kandydata Na Kandydata, przeprowadzic sie z nim do domu pod Ciechanowem oraz urodzic mu trojke dzieci. Ok, przepraszam, zagalopowalam sie z ta wizja tak, ze sama sie szczerze ubawilam.
No comments:
Post a Comment