Roznosi mnie energia. Myślę, że to kara za to, że nie poszłam wczoraj na łyżwy a zamiast tańców, hulanek i swawoli wybrałam kino.
Na łyżwy nie poszłam, bo cały dzień padało a ja ostatni raz na łyżwach byłam na drugim roku studiów. Wbrew pozorom te dwa fakty doskonale się ze sobą łączą - w związku z raczej kiepską formą jeśli chodzi o łyżwiarstwo figurowe spodziewałam się wielu, raczej nieprzyjemnych i bolesnych kontaktów z podłożem a to, biorąc pod uwagę wczorajszą aurę związane byłoby z mnogością podtopień. Jak wiadomo każdy ma pewien poziom upokorzenia, który może znieść (możliwe, że kilka polski szansonistek oraz ekipa z Jersey Shore takowego nie ma), a ja płożąca z mokrą dupą w strugach wody, to jednak byłoby już odrobinę za dużo.
Do kina natomiast poszłam... no bo poszłam. Obejrzałam "W ciemności" i strasznie zmęczyłam się psychicznie, oraz utwierdziłam się w przekonaniu, że Więckiewicz wielkim aktorem jest (nawet jeśli wygląda jak Wujcio Janusz). I jakoś nie mogę pozbyć się myśli, że tak łatwo przychodzi nam narzekanie na cokolwiek, na najmniejsze, nieistotnie zupełnie duperele i kompletnie nie potrafimy docenić tego, że przyszło nam żyć tu i teraz i cieszyć tym, co mamy, tak po prostu.
Zyc tu i teraz i cieszyc sie tym co jest to jest od dluzszego czasu moj sposob na zycie. Troche mi sie zeszlo zanim do tego doszlam, ale warto:) bo dopiero teraz wiem jakie zycie jest cudowne i swiat piekny.
ReplyDelete