Wracam dziś wieczorową porą do domu, patrzę, a tam Sąsiad zasuwa od beczkowozu targając dwa wielkie wiadra wody i krzycząc "Masz wiadro? To Ci wodę przyniosę!". Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co zmieniło się we wszechświecie tak drastycznie od rana, że Sąsiad postanowił przekwalifikować się na nosiwodę i czemu miałabym mieć wodę w wiadrze a nie w kranie, kiedy to Ochroniarz uraczył mnie sensacyjką dnia traktującą o pękniętej rurze i o tym, jak to wszyscy umrzemy w brudzie (oprócz Ochroniarza, który po swojej warcie wróci do cywilizowanych warunków w domku pod Miastem).
Chwilę później natknęłam się na drugiego sąsiada, którego skrycie podejrzewam o bycie psychopatycznym mordercą (teraz to już nie jest takie skryte...) jako że podejrzanie się skrada i maluje dziwne znaki nad drzwiami, który z wiadrami robił już kolejną rundkę, a jako że beczkowóz stoi pod moim oknem, widziałam tych rundek jeszcze kilka - czy naprawdę postanowił urządzić sobie kąpiel w zimnej pianie z okazji pękniętej rury? No bo po co człowiekowi w liczbie sztuk jeden tyle wody??? To jednak potwierdza słuszność moich podjerzeń - musi miał dużo do SPRZĄTANIA. Na MOKRO. Aha!
Dramaty ludzkie - dramatami ludzkimi, ale największą traumę przeżyła Kot, kiedy okazało się, że wypiła już całą wodę z kranu i więcej nie poleci... Na nic miauczenie do kurków - nie poleciała ani kropelka... Już rozważałam posadzenie Kota przy beczkowozie i puszczenie wody ciurkiem, tak jak lubi, ale na szczęście okazało się, że przechytrzyliśmy system i sytuację uratowało wstawienie miski z wodą do wanny :)
Teraz rozkoszujemy się dniem dziecka i herbatą z Cisowianki, a na rano pozostawiam sobie dylemat "Czy można pójść do biura w słomianym kowbojskim kapeluszu i co gorsze - przechodzona koifiura czy ekstrawaganckie nakrycie głowy?".
Kurczę, tego nie robi się kotu! Kurki są po to by pluły wodą!
ReplyDelete:)