Thursday, December 10, 2009

Ten, w ktorym nic sie nie dzieje.

Cos bym napisala, a moze nawet wiecej niz cos, ale jakosc kompletnie brak mi samozaparcia w przekladaniu tego, co mi w glowie siedzi i w trawie piszczy na slowo pisane. Moze zainwestuje w dyktafon i wzorem agenta Coopera bede nagrywac. Nie, to sie nie sprawdzi - strasznie denerwuje mnie sluchanie samej siebie. Czy kogos oprocz mnie to denerwuje? Sluchanie samego siebie? Albo moze sluchanie mnie? :) O tak, sluchanie mnie moglo zdecydowanie irytowac dzis tych, ktorzy mieli okazje wysluchiwac, jak kilka godzin przy biurku radosnie zawodzilam "La la la la la la la la la" - mysle, ze moj poziom wykonania zdecydowanie odbiegal od oryginalu:



Powoli zaczyna mnie przerazac, ze to juz koniec roku. Jakze to? Przeciez dopiero co byl Sylwester, nota bene w znacznej czesci przespany na tapczanie "Maciek" po tym, jak zmoglo mnie przekonywanie spiacej na nim przyjaciolki, ze w Sylwestra spac nie przystoi. Potem rok niespodziewanie przelecial mi przez palce, nic sie nie zdarzylo, nic nie zrobilam, i nagle sa juz swieta. Ponoc faktem jest, ze im czlowiek starszy, tym szybciej czas mu plynie - w takim wypadku thank you very much, prosze wpisac mnie do Ksiegi Guinessa, jako najstarsza zyjaca kobiete.

Czy sa jeszcze szanse, ze przez te 3 tygodnie zdarzy sie cos, dzieki czemu ten rok nie bedzie taki nijaki? Zdarzy sie, nie? ;)

1 comment:

  1. Też nie lubię siebie słuchać z nagrania, oglądać bardziej :)
    Rok minął jak z bicza strzelił. Jeszcze pamiętam ostatniego "blogowego" sylwestra a tu następny.

    ReplyDelete