Idac tropem "nic mi sie nie chce" spedzilam dzis dzien w domu nie robiac nic. Chwilowo przybilo mnie moje lenistwo, ale nijak nie wychodza mi jakiekolwiek proby z nim walki. Lenistwo obija mnie jak Pudzian Najmana - nie mam nawet najmniejszej szansy zeby sie podniesc i stawic mu dzielnie czola:)
Malo robie, za to duzo mysle. Gdyby nie to, ze zjadlam dzis 15 czekoladek After Eight (slownie: piętnaście!), moglabym tez zaryzykowac stwierdzenie, ze malo jem. Duzo sie zwieszam. Szczerze mowiac dosc niepokoja mnie te objawy. Szczegolnie, ze podejrzewam, skad sie biora, i stamtad wlasnie akurat brac sie nie powinny, bo to absolutnie nic dobrego nie wrozy. Powiem wiecej - to wrozy katastrofe, zgliszcza i popioly. Tyle ze co mi z tej swiadomosci?
Jako ze skupienie mam na poziomie zerowym, ogladam "Sex & the city" i zalewam sie lzami. To zalewanie sie lzami zloze na karb szalejacych hormonow, pelni czy halnego :) Oficjalnie rozpoczelam tez sezon zimowy (wraz z pierwszym sniegiem, ktory niesmialo zalegl na trawnikach) i obejrzalam "Love actually". Oczywiscie zanoszac sie przy tym lzami, bo jakzeby inaczej.
Chyba powoli zaczyna meczyc mnie moje moi takie rozkojarzone i rozmokle.
No comments:
Post a Comment