Wednesday, July 20, 2011

Ten z ziemi ojczystej.

No to wrocilam z tego Paryza. Nie zaliczylam zadnego manage a trois, nie pocalowalam zadnej zabki w lapke ani w inne udko i z rozczarowaniem odkrylam, ze nie sprzedaja tam beretow z antenka ani sznurow z cebula (za pomoca ktorych mozna ucharakteryzowac sie na francuskiego sprzedawce cebuli wedlug wskazowek zawartych w "Allo, Allo").

Pogoda nie sprzyjała romantycznym spacerom wzdluz Sekwany, wieza Eiffla sprawia wrazenie lekko przyrdzewialej (i z bliska zdeczka rozczarowuje) a najwiekszy tłum zebrał się w kolejce do Abercrombie, z czego wnioskuje, ze t-shirty zza oceanu sa najwieksza atrakcja Paryza. No, ale w sumie moze kiedys wybiore sie tam na troche dluzej niz pare godzin? (i nie mam tu na mysli kolejki po bawelniana konfekcje ;))

No comments:

Post a Comment