Wednesday, August 15, 2012
Ten ze specjalnym mistrzostwem.
Jestem mistrzynią w lokowaniu uczuć w niewłaściwych mężczyznach. Gdyby było to dziedziną olimpijską miałabym wielokrotne złoto i wieczne uznanie ludzkości. No ale nie jest, i w związku z tym mogę co najwyżej mieć wrzody na żołądku. To niemalże pewne, że jeśli w promieniu kilkuset kilometrów znajduje się jakiś, nazwijmy to dość dyplomatycznie, Specjalny Przypadek, prędzej czy później się na niego natknę. Może powinnam wystąpić w "Mam talent", bo jestem pewna, że możemy tu już mówić o jakiś wyjątkowych uzdolnieniach? Czy historie w stylu "and they lived happily ever after" to już tylko w bajkach?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
Takie historie sie zdarzaja rowniez w zyciu (vide ja;)) ale czasem Przypadek ze Szczegolnymi Zdolnosciami (ja i Ty) musi pocalowac wiele zab, zeby trafic na ksiecia. Nie trac nadziei, ja sobie zawsze powtarzalam, ze kazda zaba zbliza mnie do mojego ksiecia.
ReplyDeleteHaha, tylko ja od tego calowania żab powoli zaczynam mieć oczy wyłupiaste - musi upodabniam się ;)
ReplyDeleteSpecjalny Przypadek nie jest Żabą - ma spore zadatki na księciunia, tylko musiałby się ogarnąć ;)