Mam wrazenie, ze gram jedną z głównych ról w "Dniu Świstaka":
- codziennie widuje Ekipe Remontowa dłubiącą coś w najróżniejszych zakamarkach bloku ( o tym, że niedługo bede musiała ich oglądać także w moim małym gniazdku nawet boje sie wspominać);
- codziennie kiedy otwieram drzwi do mieszkania na klatke wybiega Kot i kręci świderki, zawsze taką samą ilość w tych samych miejscach;
- codziennie (bo trzeci dzień z rzędu może już chyba podchodzić pod tą kategorię?) wieczorem dopada mnie migrena. Z czystym sumieniem moge powiedzieć, że niespecjalnie mnie to kręci i nie planuję zostać hrabiną. Dodatkowo obawiam się, że jeśli sprawy dalej będą się toczyły tym torem, skończę jak klasyczny, wielkomiejski, koroporacyjny szczur - zapychając się niezliczonymi ilościami środków przeciwbólowych i obficie polewając całość alkoholami wysokoprocentowymi. KNK twierdzi, że jeśli mam być dzięki temu szczęśliwa (a nie przeczę, humor mi dopisuje), to on nie ma z tym problemu. Cudownie. Jestem na najlepszej drodze do metamorfozy w American Psycho :)
Kryste!!! Nareszcie odkrylam, ze ja Ciebie MAM w linkach, tylko pod jakims dziwnym tytulem, ktory mi nic nie mowi. Niedorobka zwykla, lece Ci zmienic tytul, bo przeciez tak byc nie moze, zebym przegapiala TWOJE notki:))
ReplyDeleteee... ten... no... weź, bo się zawstydzę i dostanę migreny ;)
ReplyDelete