A wszystko to dzięki KNK, który postanowił dwa dni temu wystąpić w roli Supermana i wybawić kilka duszyczek z opresji, a konkretnie zadbać o to, żeby dane im w końcu było się trochę przespać. Co prawda podejrzewam, że zajął się tematem z pobudek czysto egoistycznych, ale ponieważ nie odważył się przy tym wdziać niebieskiego trykotu, więc niech będzie mu wybaczone. Udał się za to do weterynarza, celem zdobycia czegokolwiek (no, może poza gumowym młotkiem) co chociaż trochę uspokoiłoby Królewnę Jęczybułę. Na dzień dobry musiał zderzyć się z murem w postaci pań na recepcji:
- Zwierzę Pan ma?
- Nie mam, tzn. mam, ale w domu.
Po chwili konsternacji panie na recepcji postanowiły KNK wyprosić, ale jakimś cudem udało mu się wedrzeć do gabinetu lekarza i nie minęło czasu mało - wiele, a pojawił się w domu dumnie dzierżąc w dłoni małe, niebieskie pigułki. (Dodam, że dla ułatwienia KNK nie wiedział, kiedy Kot się urodziła, jakiej jest rasy, a przy podawaniu imienia oznajmił, że nie jest to imię z dowodu osobistego - brawo!)
- Mogłeś powiedzieć, że zwierzę masz, owszem, chomika, ale właśnie wycieńczony śpi w kieszeni płaszcza i nie chcesz go budzić - zauważyłam. (Nie śmiałam wspominać o wężu w kieszeni ;))
- Mogłem też rozchylić poły płaszcza i powiedzieć, że przyszedłem z ptaszkiem - skwitował KNK i wcisnął mi w rękę pigułki, którymi następnie nafaszerowałam Kotka i tyle. Kropka. Posiedzę sobie teraz i podelektuję się ciszą.

"Zwierze pan ma?" bardzo oszczedna w slowach pani recepcjonistka;/ moze powinni jej placic od slowa? To taka sugestia ino;P
ReplyDeleteA ptaszek mnie zabil:))))