Na ten nowy rok postanowiłam być damą i cierpieć na wyjątkowo eleganckie przypadłości, w związku z czym od dwóch dni trawi mnie migrena.
I'm a lady and I do lady things.
KNK mówi, że migrena może trawić hrabinę Potocką, a mnie, co najwyżej, może łeb napierdalać. Cóż, jak zwał, tak zwał, najważniejsze jest to, że migrena (tudzież ta druga przypadłość) świetnie leczy się trzecią i czwartą szklanką whiskey (piątej jeszcze nie sprawdzałam), czego hrabinie Potockiej na pewno nie dane było zbadać, bo musiała okadzać się esencją bobrową i innymi takimi pierdoletami.
(tu należy odnotować wiecznie nierozwiązaną kwestię składu esencji bobrowej - anybody?)
Leżę, cierpię, raczę się i myślę, że powinnam zainwestować w jakieś bardziej odpowiednie dla sytuacji umeblowanie - ciężko cierpieć migreny na sofie ze szwedzkiego marketu z meblami, zdecydowanie powinnam nabyć szezlong, na który będę mogła dramatycznie opadać i wić się w malignie. A u moich stóp będzie dostojnie polegiwała Kot. No, tylko się ją trochę wyczesze, bo poczochrana jakoś mało dostojnie wygląda. A, no i może uda się ją przekonać, ze polegiwanie na wznak mało dostojne jest.
Myślę, że ten świetny plan wymaga opicia kolejną szklaneczką dzisiejszego cudownego eliksiru numer 1., a więc cheers!
PS.
Dodam, że z okazji nowego roku postanowień noworocznych nie mam. Nigdy nie miałam i mieć nie zamierzam. Postanowienia noworoczne są elementem wyjątkowo stresogennym, a że stres minimalizuje jak tylko się da, nie zamierzam narzucać sobie jakiś absurdalnych, wymyślanych na kacu i niemożliwych do zrealizowania wymagań.
No comments:
Post a Comment