Thursday, January 13, 2011

Ten z grupą na wadze.

Nie mam w domu wagi. Uważam, że absolutnie zbędny jest mi stres wywoływany przez jakieś bezduszne urządzenie, które będzie mi wypominało każdy gram. W związku z tym jakoś niespecjalnie orientuję się w tym, ile ważę i nie sądzę, żeby do czegokolwiek taka wiedza była mi potrzebna. Z drugiej strony, jak tylko znajdę w czyjejś łazience wagę , nie waham się jej użyć. (To zupełnie tak samo jak z horoskopami - skoro już są w jakiejś gazecie, to czytam, ale zupełnie bez przekonania.)

W okolicach świąt przydażyło mi się użyć pewnej wagi i z przerażeniem stwierdziłam, że albo łże jak pies, jest popsuta lub wagę pokazuje w funtach, albo najzwyczajniej w świecie jest nas już więcej, Polaków. W sumie nie ma tego złego, w końcu "każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu",  z drugiej jednak strony aż taką patriotką nie jestem ;) Poddałam temat ekspresowej analizie, która wykazała, że przestałam się ruszać i powoli zamieniam się w matkę Gilberta Grape'a, która, z całym szacunkiem, nie wpisuje się w mój kanon piękna... Postanowiłam zatem wprowadzić w życie plan zwiększenia ruchliwości, który chwilowo objawia się nerwowym przekładaniem ciuchów do biegania z miejsca na miejsce - póki co bieganie po zmierzchu (przecież nie będę prezentowała się w trykocie w świetle dziennym!) wiąże się z pewnym ryzykiem... Może ujmę to tak - po deszczu dość intensywnie rosną grzyby, po śniegu natomiast, a przypomnę, że mamy odwilż -psie kupy... *

Tymczasem w fabryce towarzystwo oszalało na punkcie odżywiania się zgodnego z grupą krwi. Z czystej ciekawości postanowiłam zbadać temat i... czy można sobie zmienić grupę krwi? Moja kompletnie mi nie odpowiada i chętnie się zamienię na jakąś inną.

Dowiedziałam się między innymi, że po zastosowaniu diety dla grupy A szybko schudnę - super! Z drugiej strony nic dziwnego, ponieważ wyklucza ona spożywanie mięsa, nabiału (oprócz mleka i sera sojowego, ale, z calym szacunkiem mleko sojowe jest dla mnie jak świnka morska - ani świnka, ani morska), wszelkich zbóż, pieczywa, znacznej ilości warzyw i owoców... Nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że żywiąc się szpinakiem, sojowym mlekiem i musztardą ciężko utyć. Dobrze, że chociaż można zalać się w trupa czerwonym winem, bo przy takim menu co innego pozostaje? Swoją drogą, to bardzo ciekawe, ale mam wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która tyje, kiedy tylko zaczyna żywić się sałatą ;) Podejrzewam, że mój organizm pozbawiony regularnych dostaw mięsa, wpada w panikę i kumuluje każdą nawet najmniejszą kaloryjkę, bo na bank idzie wojna albo czas wielkiego głodu, i trzeba się jakoś przygotować do przetrwania. W takim wypadku może oszczędzę organizmowi dodatkowych stresów i lepiej pójdę położyć buty do biegania w bardziej widocznym miejscu?



* tu przychodzi mi do głowy reklama pewnej karmy dla psów, w której występuje pies wielkości niedźwiedzia, który żywiony reklamowaną karmą "jest szczęśliwy i robi zdrową kupkę". Okazuje się, że sama ta wiadomość, podawana głównie w porze posiłków nie jest wystarczająca, ponieważ producent serwuje nam sielski widoczek z małą uroczą dziewczynką sprzątającą po niedźwiedziu tą, jak każdy może dokładnie zobaczyć, zdrową kupkę - litości...

2 comments:

  1. Jakies 12 lat temu u nas byla moda na te diety zgodne z grupa krwi. Kryste, totalna glupota. Tez mialam sie zywic trawa, a ja chocbym 4 tony trawy zezarla i jeszcze ze dwa klomby rabatek na deser dolozyla to i tak bez skrawka miesa nie wyzyje:))))

    ReplyDelete
  2. hihi, przypomnialo mi sie, ze jeden taki kolega szczegolnie sie stosuje i raz spotkalam go w kuchni jak jadl jakies skumbrie w tomacie (czy inne tam szprotki) i zagryzal je pestkami dyni - jesli chodzi o mnie, dziekuje, postoje :D

    ReplyDelete