Powoli zamieniam się a Ala Bundiego - spędzam dnie na sofie oglądając sitcomy. Do pełnego wizerunku potrzebna mi tylko żona w tapirze. Jest do tego stopnia źle, że powoli zaczynam się orientować w tym, o co chodzi Na Wspólnej, mimo że wtedy z reguły ruszam się już z sofy wiedziona wyrzutem każącym zrobić mi coś pożytecznego. Mam nadzieję, że nie doczekam momentu, kiedy intryga zacznie mnie wciągać - nie chciałabym wstawać rano z poczuciem niepokoju, bo nie wiem co nowego u Ziębów (aaa! nie jest dobrze, znam już nazwisko rodziny bohaterów!)
Jak nic to wszystko przez ten kryzys egzystencjalny, który właśnie u siebie zdiagnozowałam - z robotą nie halo, z KNK jeszcze bardziej nie halo a waga*, po tym jak przez tydzień żywiłam się arbuzami, czyli czerwoną wodą (a zjadłam przydział przewidziany dla wielodzietnej rodziny na następne kilka lat) a przez następny tydzień prawie się nie żywiłam, standardowo pokazała mi faka.
Chyba pojadę na jakieś wakacje. Znowu. Wakacje dobrze mi robią na samopoczucie, ale jedynie pod warunkiem, że nie mam na nich styczności z młodzieżą - młodzież na sampopoczucie robi mi źle. Tak, jestem zrzędliwą, starą panną. Z odzysku.
* może to dlatego, że to nie była moja waga? Zawsze ważę się jak jestem z wizytą.
No comments:
Post a Comment