Thursday, October 20, 2011

Ten z Grzybową.

Kompletnie nie ogarniam tej kuwety - jak to sie stalo, ze mamy juz srode, a wlasciwie czwartek? Gdzie jest haczyk? Moze powinnam zaczac nosic zegarek? Chociaz w moim przypadku to raczej kalendarz, i to taki duzy, scienny, koniecznie na szyi.

Ostatnie dwa dni spedzilam na lonie rodziny - lono dobrze robi na samopoczucie (a zle na wage, ale kto by sie przejmowal). Dobrze, ale obawiam sie, ze krotkotrwale - ledwie wrocilam do domu, a juz zlapalam stresa. Ze zadzwoni. Ze napisze. Ze znow bedzie cos nie tak. Nie pamietam, kiedy bylam tak psychicznie zmeczona. Mam wszystkiego po denko i potrzebuje klina. Anyone?

Klin na horyzoncie nawet niemrawo nie majaczy, ale za to mam juz przod i tyl swetra - alleluja, to sukces, jakiego nie spodziewalam sie w tej polowie roku. W sumie, od biedy, moglabym z tego uszyc jakas dziwaczna kamizelke, zdziebko ekscentryczna i szalona, ale za to hand made. Zaczyna we mnie powoli kielkowac nadzieja, ze moze jednak uda mi sie miec ten sweter na zime?

A skoro juz jestemy przy rzeczach ekscentrycznych i szalonych to Kot ma nowy pseudonim artystyczny - Grzybowa. Kiedy ja bawiłam w Amsterdanie, Kot spedzila tydzien na koloniach na lonie rodziny, gdzie w ogrodzie denerwowala psa sasiadow, chowała się przed Starym Borsukiem pod choinką i lapala muszki. No, jak sie okazuje nie tylko muszki, ale tez coś, od czego jest parchata, podziabana i wyglada jak siodme nieszczescie. Oczywiscie wykorzystuje ta sytuacje, zeby jeszcze skuteczniej mna manipulowac, no ale trudno, takie zycie rekonwalescentki. Ratuje ja to, ze jej przypadłości przywiodly nas Przemilego Pana Doktora, który nie wiem która z nas urzekł bardziej - ja przekilnałam moment, kiedy postanowiłam się nie czesac przed wyjściem z domu, a ona pozwalała PPD robic ze soba wszystkie te nieprzyjemne rzeczy, którymi maltretuje sie chore Koty. Juz nie mozemy sie doczekac wizyty kontrolnej za tydzien!

No comments:

Post a Comment