Tuesday, August 09, 2011

Ten ze skrajnością poglądów.

No doooobra, no przeżyłam te chrzciny. Chrzciny jak to chrzciny - był maly człowiek, był ksiądz, było jedzenie, jedzenie i jedzenie...Nie wiem co prawda, co oznacza zobaczenie gołej łydki księdza, ale mam nadzieję, że nie potępienie wieczne ("gołą łydkę księdza widzieć, wiecznego potępienia doświadczyć"). I wszystko byłoby całkiem normalnie i banalnie, gdybym nie wdała się w dyskusję z wojujacą feministką - ze stoickim spokojem udało mi się ją doprowadzić do stanu, kiedy dym szedł jej z uszu, ręce się trzęsły a głos drżał. Rodzinne anegdotki będą przywoływać tą przemiłą konwersacyjkę latami :) I żeby nie było - bardzo szanuję feministki, pod warunkiem, ze nie prawią komunałów a ich poglądy trzymają się kupy. I pionu. I że reprezentują sobą coś więcej, niż ponadnormatywny poziom frustracji z tego, że w życiu im nic nie wyszło, co zrzucają na karb bycia dyskryminowanymi przez mężczyzn.

Po chrzcinach KNK został wysłany na wczasy odchudzające do Świnoujścia (tak naprawde to ani to wczasy, ani odchudzajace) a ja tymczasem pakuję kolorowe majtki i lecę poopalać się po słonecznej stronie mocy. Chociaż, gdyby tak spojrzeć na sprawę trzeźwym okiem, powinnam raczej spakować burqini ... No, nie ważne, może po prostu zagrzebię się w piachu i będę udawać wydmę (zabiorę ze sobą zestaw suszonych traw, dla niepoznaki), a jak wrócę opowiem wam, jak wygląda słońce.


3 comments:

  1. coś mi się wydaje, że trafiłaś nie na feministkę, a na desperatkę .. :P

    słońce ??? a co to?? :)

    ReplyDelete
  2. Są pseudo-kibice, są i pseudo-feministki, wszystko da się wypaczyć, wystarczy chęć szczera :)
    Kostiumy zajebiste, chyba sobie kupię.

    ReplyDelete
  3. powiem tyle, ze kostium by sie przydal, przynajmniej nie zjaralabym sie jak glupia w czasie kiedy chowalam sie przed sloncem w cieniu :)

    ReplyDelete