Nie nadążam za kalendarzem.
Zag zabrał mnie dziś do kina na film, który zaczął i skończył się pogrzebem.
Kot zużywa całe ciepło wychodzące z kaloryfera - jak znam życie będzie chciała mi je oddać koło 4:30, kiedy po tym jak zdzieli mnie puchatą łapą w nos uwali się na mnie rozkosznie mrucząc.
Jestem figlarnym obłoczkiem pełnym szczęścia i radosnych myśli.
Sex & the City i babelki z procentami to calkiem ciekawa mieszanka:))
ReplyDeleteStandard kiedy nastroj siega dna :) I sama nie wiem od czego mi lepiej :D
ReplyDeletefiglarny obłoczek :)))
ReplyDeletez kotem :)))))